Białostoccy synoptycy odpierają zarzuty "Rzeczpospolitej"
23.08.2007 godz: 8Białostoccy synoptycy nie zgadzają się z zarzutami, jakie stawia im "Rzeczpospolita". Gazeta napisała dziś, że meteorolodzy nie ostrzegli na czas o nawałnicy nad Jeziorami Mazurskimi i że w komunikatach informowali o wietrze wiejącym z prędkością 60-80 kilometrów na godzinę, a ten był dwukrotnie silniejszy. Szef Biura Prognoz w Białymstoku - Maciej Maciejewski mówi, że synoptycy zachowali się tak jak powinni. Przyznał, że rzeczywiście pierwsze ostrzeżenia były o wietrze do 80 km/h, ale gdy tylko stacja w Mikołajkach zanotowała wyższy poryw, ostrzeżenia o silniejszym wietrze zostały wydane. "Rzeczpospolita" twierdzi też, że Biuro Prognoz nie miało dokładnych informacji, bo nie było łączności z radarem w Legionowie. Urządzenie to wysyła informacje o pogodzie do IMGW w Warszawie. We wtorek nie mogło tego zrobić, bo nie działał kabel łączący radar z instytutem. Maciej Maciejewski odpowiada, że radar nie jest jedynym urządzeniem, które synoptycy śledzą. Są jeszcze: system wyładowań atmosferycznych, zdjęcia satelitarne co 15 minut i gdyby synoptycy opierali się tylko na radarze, to nie wysłaliby żadnej informacji. Przyznał jednak, że gdyby radar działał, być może wcześniej o około pół godziny udałoby się nabrać pewności, co do gwałtowności tej burzy. Jak napisała "Rzeczpospolita" IMGW w Warszawie za brak łączności z radarem wini operatora telekomunikacyjnego. TP SA twierdzi natomiast, że wszystkiemu winni są złodzieje, którzy uszkodzili kabel. We wtorkowej nawałnicy na Mazurach zginęły 3 osoby. Ratownicy nadal poszukują 8 osób uważanych za zaginione.
Źródło: Radio Białystok