Białostoccy strażnicy miejscy zwalniają się z pracy i idą na budowę
10.10.2007 godz: 17Jest ich niespełna 70, a przydałoby się 100 a nawet 120. Problem w tym, że nawet ci, którzy już pracują, coraz częściej zwalniają się z pracy. Mowa o białostockich strażnikach miejskich. Tylko w tym roku z pracy zrezygnowało kilku z nich i jest to największy odpływ kadry od kilku lat. Powód jest prozaiczny - chodzi o zarobki i brak przywilejów. "Trudno jest ich zatrzymać, bo nie mamy czym ich skusić. Początkujący strażnik miejski zarabia około 1500 zł miesięcznie, po dwóch latach może liczyć na awans i 150 zł podwyżki. Dodatkowo nie mamy przywileju przejścia na emeryturę po 15 latach służby, tak jak jest to w wojsku czy chociażby w Służbie Ochrony Kolei" - - mówi komendant Straży Miejskiej Stefan Sochański. Dlatego nie dziwi go, że wielu strażników woli pracować na budowie za trzykrotnie większe pieniądze, niż za 1500 zł do 65 roku życia. Sochański liczy jednak, że mimo to znajdą się chętni do służby, bo jeszcze w tym roku białostocka Straż Miejska planuje zatrudnić kilku nowych pracowników. Czy będą strażnikami do emerytury? - na to pytanie nie zna odpowiedzi nawet sam komendant.
Źródło: Radio Białystok